Podczas gdy inni jedną ręką klecą post o najlepszym cieście do pierogów, a drugą mieszają świąteczne bigosidło, ja postanowiłam napisać o tym, jak wyglądają święta u mnie. Jeżeli dotrwacie do końca to zadajcie sobie pytanie czy zdaliście test na prawdziwego chrześcijanina, bo może okazać się, że zgubiliście tradycję gdzieś między regałem z wyrobami, z masy czekoladopodobnej, a zestawami kosmetyków za pół ceny.

Ja nigdy nie byłam wierząca i mówię o tym z pełnym przekonaniem. Podczas gdy koleżanki w dzień wywiadówki mówiły, że modliły się, żeby mama po powrocie nie dała im lania za tę pałę z matmy, ja po prostu postanowiłam brać życie takie, jakim jest. Tak samo jak inne dzieci z sieczką w głowie chodziłam na religię, uczyłam się opornie tych wszystkich regułek i modlitw, bo Pani kazała, bo jedynkę dostanę i nie zdam. Chodziłam też do kościoła, jak inne dzieci. Oczywiście najlepszą frekwencję miałam w czasie nauk do Komunii Świętej, a później? Później powiedziałam, że nie będę chodzić, bo… w Kościele było mi za zimno. Inne dzieci nadal chodziły, sypały kwiatki, chętnie śpiewały piosenki na rekolekcjach, a dla mnie to była męka. Z drugiej strony zostałam ochrzczona w wieku 6 lat, może dlatego taki mały diabeł ze mnie wyrósł.
Święta w moim domu były zawsze i pewnie są w 99% polskich domów. Niektórzy mówią, że przecież tradycja, że dziadek obchodził święta i ojciec obchodził, to i ja obchodzę! Inni, że im tam święta obojętne, ale dzieci są w domu to trzeba święta zrobić, co by się cieszyły i choinkę ubrały, i lampki zapaliły. No i ja też mam choinkę i lampki, bo ja taka sroczka jestem i lubię jak się świeci.

Lubię Święta, bo lubię ten klimat, który wytwarza się już z nadejściem grudnia i pierwszymi płatkami śniegu. Podobają mi się ozdobione ulice, galerie handlowe, domy przystrojone lampkami i drzewa przyozdobione łańcuchami. Czuję wtedy to ciepło, jakąś więź z obcymi ludźmi i życie staje się jakby lżejsze. Może dlatego, że myślami jestem już w domu z moją rodziną i widzę jak z mamą lepimy pierogi, jak tata wnosi pachnące drzewko do domu, a brat biega po domu, chyba jeszcze nie do końca rozumiejąc co się dzieje, chociaż dla niego to będzie najatrakcyjniejszy wieczór.
To jest jedyny okres, kiedy całodzienne stanie w kuchni nie męczy, kiedy wszystko smakuje bardziej niż w ciągu roku, cudownie wydłuża się data przydatności do spożycia każdej potrawy i wsuwasz tę sałatkę jarzynową, chociaż już czujesz lekki kwas na języku. Wszystko jest jak zaczarowane, chociaż moje koty nadal ze mną nie rozmawiają, no i już chyba straciłam nadzieję, że zaczną.
My nie śpiewamy kolęd, ani nie czytamy cytatów z Biblii, można powiedzieć, że to jest taka uroczysta wyżerka z rodziną pod drzewkiem. Jednak nie wyobrażam sobie, żeby taką organizować w innym okresie, bo chodzi właśnie o to, że całe otoczenie sprawia, że czujesz się w ten sposób. Gdzie się nie obejrzysz, wszystko daje Ci znaki, że nadchodzi ten niezwykły czas, kiedy zasiądziesz do jednego stołu z rodziną i zwolnicie na chwilę. Mimo tego, że nie zawsze się między Wami układa albo nie widujecie się zbyt często. W tym czasie wszyscy czujemy się wyjątkowo i mamy do tego prawo.

Dlatego nie ma co się rozliczać czy sąsiad to miał tych dwanaście potraw, czy choinkę żywą i czy karpia kupił, a nie poskąpił i wziął filety z mintaja. Nieważne czy u Ciebie leci świąteczna Edzia Górniak czy Wodecki, czy lecisz klasykiem i puszczasz „Last Christmas”.
Gwiazdka jest zakorzeniona w naszej kulturze i tak już zawsze zostanie, a dlaczego? Bo my lubimy świętować. Lubimy kupować, cieszyć się, pić i objadać. My tylko szukamy pretekstu, który nam pozwoli usprawiedliwić to rojowisko grzechów, które następuje zazwyczaj w towarzystwie żołądkowej gorzkiej, śledzia w occie i wujka Staśka.
Boże Narodzenie daje nam zbyt dużo rzeczy, które nas cieszą – błogiego lenistwa, prezentów i jedzenia w nadmiarze. Tak właśnie stało się świętem komercyjnym, dla wszystkich. Nie znam osobiście nikogo, kogo nie ekscytują prezenty, micha pierogów i gar barszczu. Wiem, że to może być smutne. Abo jest smutne. W każdym razie ja się raduję, bo poleniuchuję z rodziną, a Wy znajdźcie swój powód do radości.

Życzę Wam wszystkim spokojnych i pogodnych dni, spędzonych wśród najbliższych. Dajcie dużo ciepła i dobroci innym w tym wyjątkowym czasie. A przede wszystkim – zwolnijcie. Odetchnijcie, dajcie sobie czas na odpoczynek.

Pozdrawiam Was ciepło, Kinga.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.