Półtora roku temu przeprowadziłam się ze wsi do miasta. Opuściłam rodzinny dom i zostawiłam za sobą beztroskie lata. Weszłam w prawdziwe życie i zaczęłam wydeptywać pierwsze ścieżki dorosłości. Pełna obaw i trochę wystraszona, ale też podekscytowana zaznajomiłam się z miastem i moim nowym życiem. To była duża zmiana i starałam się wyciągnąć z niej jak najwięcej. Dzisiaj? Sądzę, że się udało.

1.Porażki bolą, ale uczą i zawsze dają nam coś nowego.
Najtrudniejszą i najbardziej przerażającą dla mnie rzeczą było znalezienie pracy. Ciągle z tyłu głowy miałam myśl, że nic nie umiem i do żadnej pracy nie jestem wystarczająco dobra. Bałam się, że coś zniszczę, źle policzę pieniądze, nie zamknę dobrze drzwi i ktoś ukradnie te pieniądze, których nie umiem dokładnie przeliczyć. Wiedziałam, że czeka mnie wiele stresujących sytuacji. Niestety moje doświadczenia w miejscach pracy nie były zbyt kolorowe. Dawałam szansę miejscom, które oferowały mi inną pracę, a na miejscu okazywało się, że miałam robić coś innego. W innych ktoś chciał mnie wykorzystać, albo wyrzucał mnie, bo nie chciałam dać się wykorzystać. Biegałam, upominałam się o moją wypłatę i przeklinałam w myślach dzień, kiedy wzięłam do ręki długopis i podpisałam umowę.

Moje porażki mnie na chwilę zniechęciły do jakichkolwiek starań, bo przecież starałam się w każdej pracy i zawsze kończyło się źle. Jednak wiadomo, że po iluś próbach po prostu musi się udać. No i udało się. Od prawie roku mam stałą pracę i czuję się potrzebna. Wiem, że gdyby nie tamte niepowodzenia i nie moje już desperackie wysyłanie CV gdziekolwiek, to nie znalazłabym się tutaj. Wiadomo, że zawsze coś chciałoby się zmienić, ale mimo wszystko lubię swoją pracę i cieszę się, że mogę to powiedzieć.


2. Mów to, co myślisz.

Często jest trudno, ale to jest mus! Dowiedziałam się, że to potrafię właśnie wtedy, gdy poszłam do pracy. Mam wrażenie, że z jednej pracy zostałam wyrzucona właśnie dlatego 😛 W każdym razie nie żałuję i naprawdę się staram przekazywać każdemu swoją szczerą opinię, chociaż czasem się wstrzymuje, bo boję się pogorszenia stosunków i nie chcę, żeby ktoś uważał, że jestem wredna. Ale bywam, fakt.

W każdym razie w ubiegłym roku jeszcze bardziej dotarło do mnie, że bez szczerości nie da się niczego zbudować, nie ma szans na dobrą i stałą relację z kimkolwiek. Potwierdza się, że lepsza jest najgorsza prawda niż kłamstwo. Warto o tym pamiętać.

3. Uspokój się i wyluzuj.
Miasto nauczyło mnie luzu, którego wcześniej nie miałam. Kiedyś czułam się obserwowana i spięta. Największe skrępowanie czułam, kiedy byłam zmuszona jeść przy innych. Chyba dlatego przez praktycznie całe gimnazjum nie jadłam nic w szkole. Byłam przestawiona na całodzienną głodówkę i objadanie się wieczorem, tylko dlatego, że wstydziłam się publicznie przeżuwać pokarm. Głupie, co? A i owszem. Okres dojrzewania jest najgorszy, bo chyba każdy wtedy jest trochę wstydliwy i czuje się na każdym kroku oceniany, chociaż nie powinien. Dopiero jak dojrzewamy to rośnie w nas świadomość tego, że tak naprawdę nie jesteśmy pępkiem świata i nie musimy obgryzać paznokci z nerwów, bo właśnie ktoś źle na nas spojrzał. Ludzie nie są aż tacy źli i naprawdę mają lepsze rzeczy do roboty niż wytykanie Twoich błędów. A ten uśmiech który właśnie został wysłany w Twoją stronę wcale nie był szyderczy, tylko serdeczny.

W mieście czuję się anonimowa, nie obchodzi mnie czy ktoś na mnie patrzy i w jaki sposób. Ubieram się, robię i mówię co chcę, i czuję się z tym dobrze. Potrafię nawet wcinać kanapkę, kiedy cały przystanek patrzy, o!

4. Nie potrzebujesz przyjaciół.
W szkole każdy ma swoją taką papużkę nierozłączkę, z którą zawsze siedzi w ławce, spędza przerwy, spisuje prace domowe i podpowiada sobie na sprawdzianach. Czasem okazuje się, że ktoś był Twoim najlepszym przyjacielem, tylko dlatego, że tak jakoś któregoś dnia wpadliście na siebie w szkole i nie chcieliście czuć się odtrąceni, więc uznaliście, że razem będzie wam raźniej. Jednak zanim dochodzi się do takich wniosków taką relację traktuje się bardzo poważnie i angażuje się w nią najmocniej jak się da. Kiedy wchodzi się w dorosłość, znajduje pracę, zajmuje się swoim domem i innymi obowiązkami to nie ma się czasu na takie intensywne przeżywanie każdej chwili. W pewnym momencie zdajesz sobie sprawę, że jedyna rzecz o której marzysz to porządne wyspanie się.

Miasto dało mi luz również w relacjach z innymi. Stały się po prostu zdrowe. Nie czuję rozpaczliwej potrzeby posiadania przyjaciela. Czasem mam po prostu niebosiężną ochotę napić się z kimś piwa i wyrzucić z siebie wszystkie rzeczy, które mnie dręczą czy bawią. Nauczyłam się, że nie muszę szukać powiernika moich sekretów i tak naprawdę z każdym mogę porozmawiać na wiele tematów. Zobaczyłam, że ludzie z którymi jestem tylko w koleżeńskich relacjach dzielą się ze mną swoimi prywatnymi sprawami, jest to dla nich takie naturalne i normalne. To zdecydowanie najfajniejsze doświadczenie i czuję się dzięki niemu spokojniejsza.

5. Twój dom jest tam, gdzie ludzie, których kochasz.
Wyprowadzka z domu była dla mnie trudna. Przez 17 lat byłam jedynaczką i zawsze żyłam blisko moich rodziców i rodziny. Byłam nieśmiałym dzieckiem i najlepiej bawiłam się sama ze sobą. Pokój w moim rodzinnym domu był moim azylem, w którym zawsze się chowałam, słuchałam muzyki, czytałam albo pisałam. Nie jeździłam na kolonie i obozy, byłam bardzo mocno związana z moim miejscem zamieszkania i niechętnie je opuszczałam. Psychicznie nie czułam się gotowa na przeprowadzkę, ale teraz nie żałuję, że tak się stało. Może trochę, bo ominęło mnie pewnie wiele ważnych i wyjątkowych momentów, bo z każdą wizytą w domu mój brat jest coraz większy i coraz więcej rozumie, a ja na co dzień nie mogę tego obserwować.

Miałam pewne obawy co do życia w mieście, gdzie tak naprawdę nawet centymetr ziemi nie należy do mnie. Myślałam, że będę czuć się tutaj źle, ale czasem mam wrażenie, że jest odwrotnie i to wieś wysysa ze mnie energię. Czuję się tam ospała i nie mam ochoty na nic. Ale to chyba tak naprawdę na wsi odpoczywam, tu się po prostu na chwilę zatrzymuję.

Kocham wieś i miasto również. Bo w obydwóch miejscach ktoś na mnie czeka, ktoś za mną tęskni i kocha mnie. Dzięki temu wszędzie czuję się dobrze. Czuję się, jak w domu.

2 thoughts on “Rzeczy, których nauczyło mnie miasto.”

  1. Skąd ja to znam ? 😀 Chociaż jeszcze do miasta się, nie przeprowadziłam. Czuję dyskomfort jadąc przepełnionym tramwajem, czy jedząc w miejscu publicznym. Też mieszkam na wsi, niedaleko Bieszczad i może i jest tu pięknie, ale nie ma co robić :/ Wieś jest dobra na chwile, odpocząć, zrelaksować się, ale wygodniejsze w życiu jest jednak miasto.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.