PARADOKUMENTY?

Paradokumenty zawładnęły telewizją! Już praktycznie każda stacja wyprodukowała przynajmniej jeden, bo odkąd pojawiły się pierwsze z nich ludzie oszaleli na ich punkcie. Największą popularność zgarnęła typowa obyczajówka Polsatu – Dlaczego ja? której emisja przypada na 2010 rok. Za pierwszy paradokument uznaje się jednak serial W11- wydział śledczy, który swoją premierę miał już w roku 2004, ale nie zgarnął aż takich pochwał.

Czym w ogóle jest paradokument? To niskobudżetowa produkcja, w której role odgrywają najczęściej aktorzy – amatorzy. Produkcja ma formę dokumentu, a co najważniejsze ma odzwierciedlać nasze codziennie problemy.
Statystyki mówią same za siebie – uwielbiamy paradokumenty! Stacje telewizyjne kochają je chyba jeszcze bardziej, bo generują wysokie zyski, niskim nakładem finansowym.
Dlaczego wybieramy sobie akurat taką formę rozrywki? Bo jest prosta w odbiorze i nie wymaga od nas zbyt wielkiego zaangażowania. Tak naprawdę paradokumenty możemy oglądać jednym okiem, zajmując się w miedzy czasie czymś zupełnie innym, bo lektor i tak opowie nam całą fabułę po przerwie reklamowej. Sytuacje tam ukazane są zazwyczaj jasne i mimo, że spodziewamy się jak może wyglądać koniec danej historii to i tak z niecierpliwością czekamy na finał.
Dosłownie każdy z nas może znaleźć sobie ten swój najbardziej ulubiony program, bo jest ich mnóstwo. Historie lekarzy, nastolatków, osób na emigracji, nieszczęśliwych związków, policjantów czy zwykłych rodzin – dla każdego coś miłego. Każda z osób, z którą kiedykolwiek oglądałam taki program lub rozmawiałam o konkretnych odcinkach (bo niektóre są niemalże kultowe) bardzo wczuwała się w sytuacje bohaterów, nawet wybierała sobie swoich ulubieńców i tych, którym życzyła wszystkiego najgorszego.
Paradokumenty moim zdaniem są fajną alternatywą dla seriali i uważam, że niektórzy postawili te niskobudżetówki dużo wyżej niż tasiemce, w których występują prawdziwi aktorzy. Wydaje mi się po prostu, że historie ukazywane w m. in. Dlaczego ja czy Trudnych Sprawach są bardziej autentyczne, niż te w normalnych serialach fabularnych, gdzie po domu chodzi się w kozakach i ma się czas o 6 rano na wykładanie szynki i sera do półmisków. Powiedzmy sobie szczerze, seriale fabularne mają swoje etapy, a im dalej w las tym bardziej zaczynają nas nudzić powtarzające się historie lub takie, które wydają nam się całkowicie absurdalne. Na początku każdy serial ma pokazać nam, że postacie które tam są, wiodą dokładnie takie samo życie jak my. Chodzą do pracy, wychowują dzieci, mają problemy z teściową i narzekają na wysokie rachunki. Później nagle biedna Krysia ze wsi wychodzi za bogatego przedsiębiorcę z Warszawy i się zaczyna karuzela niefortunnych zdarzeń, typu porwanie dziecka dla okupu, albo w ogóle samej Krysi… Każdy, ale to każdy serial musi mieć jakiś kryminalny wątek albo chociaż jakąś mąciwodę, która wkurza nas aż do samych wakacji! Potem dwa miesiące przerwa, odwyk od serialu. Nagle przychodzi wrzesień, dzieciak do szkoły, a Ty na głodzie sięgasz po pilot i włączasz TV, bo w końcu wrócił ten Twój kochany serial i wszystko jest kolorowo, ale potem znowu pojawia się ten skurczybyk, co psuje Ci całą zabawę! Co wtedy robisz? Przełączasz na Dzień, który odmienił moje życie! No i co? No i wszyscy są zadowoleni!
Ja się przyznaję, że lubię to oglądać. Po całym dniu w pracy nie ma nic lepszego niż małe „odmóżdżenie się”. Miałam krótki epizod bycia kurą domową i będąc do późna sama w domu właśnie takie coś sobie włączałam, bo czułam się zwyczajnie lepiej. Nawet tego nie oglądałam, włączałam sobie to do sprzątania czy gotowania. Po prostu milej mi było, jak jacyś ludzie sobie coś tam gadali w tle. Myślę, że pewnie nie tylko ja tak robię. Nie ma się co wstydzić, wszystko jest dla ludzi. A ja wiem, że chciałabym któregoś dnia wystąpić w paradokumencie, moja znajoma gwiazda ma za sobą już kilka takich epizodów i sobie chwali. 😀

A MOŻE REALITY SHOW?

Pamiętacie reality – show typu Bar czy Big Brother? Teraz już odeszły do lamusa w związku z falą ekip. Najpierw była chyba Ekipa z New Jersey, potem z New Castle i chyba jeszcze parę innych, a potem weszła i nasza Ekipa z Warszawy, gdzie większość uczestników pewnie była z jakichś pipidówek rozsianych po Polsce, a nie ze Stolicy.
Czy oglądałam? Powiem tak – próbowałam oglądać. Naprawdę próbowałam, ale na tym się skończyło. Można powiedzieć, że i wspomniane wyżej paradokumenty, jak i te programy to totalne dno, ale jest jedna zasadnicza różnica. Oczywiście, ja sobie zdaję sprawę, że w takim Warsaw Shore też się w jakimś stopniu gra, bo przecież to ma być rozrywka, mają być intrygi, bijatyki i ogólnie ostre sceny, bo słupek oglądalności musi się przecież piąć w górę, ale paradokumenty to jest tylko gra, która nie wpływa na życie aktorów. A to, co się dzieje u tych całych ekip, to jest czysta patologia. To wszystko się napędza, bo w odcinku koleś się pokłóci z dziewczyną i media wrzą, bo to przecież tacy nasi celebryci z Warszawki i ludzi interesuje ich życie. Wiem, że interesuje, bo nie raz w szkole słyszałam rozmowy ludzi w poniedziałki „A oglądałaś ekipę wczoraj?” Nie, wolałam popełnić seppuku.
Jest jeszcze jeden typ reality show, które są już w takiej wersji soft. Przykład? Perfekcyjna Pani Domu! No kto nie oglądał, jak pani Rozenek myje podłogi w szpilkach i wieczorowej sukience! Ideą programu polega na tym, by zachęcić kobiety do dbania o dom, a czasami wydaje mi się, że tylko kobiety. No bo po co zwalczać głupie stereotypy, prawda? 🙂
Zauważyłam jedną ciekawą rzecz. Kiedy ten program leci w telewizji, to jak chce mi się sprzątać i działać. No magia telewizji! To naprawdę działa, przynajmniej na mnie, bo aż do takiego stanu nigdy żadnego mieszkania nie doprowadziłam. Jak widzę te kilkuletnie koty pod łóżkami, zdechłe muchy na parapecie i pajęcze sieci, to sobie myślę, że ja mam tylko kilka rzeczy do ogarnięcia i już będzie pięknie!
Co chcę powiedzieć? Reality – show sprawiają, że czujemy się lepszymi ludźmi. Oglądasz je i myślisz, że jesteś super, bo nigdy nie leżałaś pijana pod kiblem w dyskotece i nie przespałaś się z przypadkowym facetem. Nigdy nie topiłaś się w kurzu i nikt nie nazwał Cię brudasem, bo nie potrafisz ogarnąć własnej przestrzeni. No przyznajcie ile razy złapaliście się na mówieniu, że Ja to nigdy bym się tak nie ubrała i nigdy bym nie dała się obmacywać obcym na imprezie! albo Ja to bym chyba zwariowała, jakbym miała taki bałagan! 
No właśnie… te programy powstają dla generowania zysków i zapewnienia nam rozrywki, ale również dla pieszczenia naszego ego, chociaż możemy sobie nie zdawać z tego sprawy.

No to co wolicie? A może coś ambitniejszego? Mam nadzieję, że jednak wybierzecie inną drogę 😀

4 thoughts on “O tym dlaczego kochamy paradokumenty i czy reality show może być pożyteczne”

  1. Zdecydowanie wybieram inną drogę choć czasem po ciężkim dniu z ust męża pada hasło „odmóżdżamy się” i wtedy jest grany Jerry Springer lub inne złę rzeczy. Ot badania socjologiczne 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.