Tytuł nieopatrzony żadną cenzurą, bo nic tak nie oddaje moich emocji w związku z tym, co niektórzy z nas robią. Nie mam pojęcia czy to się dzieje naumyślnie czy ludzie po prostu uważają, że to nieważne, ale ogarnia mnie wściekłość jak widzę coś takiego. Przejdźmy w takim razie do rzeczy…

Wolna niedziela (tak, ta od handlu) wracamy z chłopakiem z kina. Pogoda piękna, w powietrzu czuć wiosnę. Jest ciepło, lekkie podmuchy wiatru owiewają nasze twarze. Idziemy szczęśliwi, trzymamy się za rączki i oglądamy to… coś. Wszystko jest mokre, trawa ma zgniły kolor, a że stopniał śnieg to właściciele piesków nie mogą podsypać białym puchem ekskrementów wydalanych przez naszych mniejszych braci. Idziemy dalej, mijając opakowania po chipsach, zgniecione puszki po piwie, niedopałki papierosów.
Wchodzimy do naszej klatki i co? Oczywiście na ziemi leży tona ulotek, a obok ktoś postanowił zostawić reklamówkę z opakowaniami po żarciu na wynos, bo przecież śmietnik wcale nie znajduje się naprzeciwko drzwi wejściowych. Pomińmy już naszych sąsiadów, którzy wystawiają swoje worki ze śmieciami na klatkę.
Czy to ja zwariowałam czy zwariował świat? Nie wiem, ale zastanawiam się czy niektórzy ludzie również srają na środek dywanu w swoim salonie? Czy zostawiają niedopałki na podłodze w swoich sypialniach? Albo załatwiają się obok muszli zamiast do niej (błagam, nie pytajcie…)?
Gdziekolwiek jestem to wszędzie widzę te zaniedbania ze strony ludzi i brak szacunku do tych, którzy muszą to później ogarniać. Wszędzie widzę śmieci leżące byle gdzie, chociaż dwa metry dalej stoi pusty śmietnik. Widzę pomazane ściany i wcale nie mam tu na myśli graffiti, czyli sztuki ulicznej, którą bardzo szanuję, jeżeli jest wykonana estetycznie i prezentuje coś więcej niż „LECHIA!!!”. Toalety w centrach handlowych są brudne, bo paniom się nie chce spuścić wody albo użyć szczotki po dwójce, a panowie no cóż… nie zawsze trafiają.
W mieście stawiają nowe przystanki? Wybijmy szyby! Nowe automaty? Spróbujmy się włamać!
Nie wiem skąd to przekonanie, że jeżeli coś należy do wszystkich, to należy do nikogo. Dlaczego tak bardzo ludzie nie dbają o miejsce, w którym żyją i jest im wszystko jedno. Ekologia jest bardzo ważna, a my ludzie, coraz bardziej zaśmiecamy środowisko, a ekologów uważamy za jakichś szaleńców. Czy naprawdę jest tak wielkim problemem wyrzucenie butelki do kosza? Albo schowanie do kieszeni papierka po cukierku, kiedy w pobliżu nie ma śmietnika? Albo wzięcie jednorazowego woreczka i posprzątanie po swoim psie? Chyba nie chcemy by nasze dzieci i wnuki bawiły się w takich warunkach.
Wszędzie trąbi się o zanieczyszczeniu powietrza przez smog. To jest już dużo trudniejsza kwestia, bo może i nowe piece będą dofinansowane, ale nie każdy jest w stanie opłacić opał, który pozwoli ograniczyć zanieczyszczenie powietrza, którym wszyscy oddychamy. Dlaczego dolewamy oliwy do ognia i nie potrafimy zrobić nawet czegoś, co nie wymaga od nas ani finansowego nakładu, ani dużego wysiłku?
Ludzie jeżdżą po świecie i prawie zawsze słyszymy, że „No tam, to ludzie dbają! Trawa zielona, zero śmieci, w każdym parku automat z torebkami, żeby po psie posprzątać. Nie to, co u nas!” A czy staramy się coś zmienić, coś zrobić żeby chociaż wokół nas było czysto? Żeby nam się miło spacerowało z rodziną po parku? Bo jeżeli nasze podwórko tonie w śmieciach to już chyba lepiej oglądać sobie zielone obrazki na Grafice Google niż wyjść na spacer i wdychać opary z psiej kupy.
Zróbmy coś, zacznijmy myśleć, przestańmy śmiecić, kraść woreczki na kupy z parków i upychać w nie mrożonki.

2 thoughts on “Krótka historia o tym, dlaczego sramy do własnego gniazda.”

  1. Nie no, z tymi worka z parku na mrożonki to mnie zagięłaś 😀 nie mam psa więc nie bardzo wiem jak to się załatwia, ale żeby kraść… hahaha.
    Rozumiem Twoje wzburzenie, ale nerwy tu nic nie dadzą – lepiej do takiego delikwenta podejść i zwrócić uwagę – ale wiesz, tak „dosadnie” ale nie chamsko – żeby zawstydzić. Świata nie zmienisz, ale może choć jednego śmiecącego człeka.

    1. Mówili nawet raz w telewizji o kradzieżach tych woreczków XD Nawet by się chciało zwrócić uwagę, ale często już nawet nie ma komu, bo szkód wiele, a winnych na miejscu zbrodni brak.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.