Długo milczałam. Było wiele powodów dla których z dnia na dzień po prostu to rzuciłam i zajęłam się swoim życiem. Główne przyczyny? Brak czasu i zbyt szybkie tempo. Narzuciłam sobie tempo, któremu nie potrafiłam sprostać. Blog stał się moim obowiązkiem, a nie przyjemnością i odskocznią od codzienności. Daję sobie kolejną szansę i mam nadzieję, że Wy również mi ją dacie. Nie było Was wielu, ale kiedy ludzie mówią Ci „podoba mi się to, lubię to czytać” to jest fajne i ważne. A w życiu nie chodzi o ilość, a o jakość.
Zapraszam Was na wpis po przerwie.

Życie jest cenne. Czy my na co dzień w ogóle zdajemy sobie z tego sprawę? Większość z nas pewnie nawet nie ma na to czasu, bo ciągle gdzieś biegniemy, ale o tym już było tutaj. Ja też często o tym zapominam, ale ostatnio zdałam sobie z tego sprawę bardziej niż kiedykolwiek, bo w końcu czuję, że wiem o co w tym wszystkim chodzi. Wczoraj chłopak robił mi kolację, a ja mówię do niego „Czuję się lżej po naszej ostatniej rozmowie, wiesz?”
Rozmawialiśmy o naszym życiu, o tym jak chcielibyśmy żeby wyglądało. Ostatnio trochę więcej zaczęło się dziać, pierwszy raz byliśmy razem na wycieczce za granicą i ja po raz pierwszy pomyślałam, że może Polska, którą oczywiście kocham, wcale nie jest TYM właściwym miejscem.
Byliśmy w Finlandii i się w niej zakochałam. Tak po prostu. Poczułam się jak dziecko, które odwiedza park rozrywki. Jak nastolatka, która czuje pierwsze motyle w brzuchu. Przepadłam, chciało mi się płakać, jak przyszedł czas powrotu do domu. Nigdy nie marzyłam o żadnym konkretnym miejscu, po prostu któregoś dnia stwierdziłam, że nie mogę siedzieć w jednym miejscu, że koleżanki gdzieś jeżdżą, a ja siedzę na dupie w chałupie i pora z tym skończyć. W tamtym momencie, najtańsze bilety były do Norwegii, ale wydało mi się to zbyt oklepane, więc mówię „Turku! Polecimy po prostu do Turku!” Teraz myślę, że to mogła być jedna z moich ważniejszych decyzji.
Jakiś tydzień temu kupiłam kolejne bilety. Wyjazd już kilkudniowy, trochę się cykałam. Mówię, no za długo, za drogo, mieliśmy oszczędzać. A potem myślę, że nie. Kupuję te bilety, a potem będziemy się martwić. Niech się dzieje co chce!

Moje życie wymaga jeszcze drobnej korekty na kilku płaszczyznach. Poza tym jestem z niego zadowolona. Żyję w fajnym miejscu, spotykam się z moimi ulubionymi ludźmi, mam wspaniałą rodzinę i jestem szczęśliwie zakochana. Do ideału brakowało mi tylko macierzyństwa i własnego mieszkania. No i by było jak w serialu! Do tego właśnie dążyłam. No dobra, tylko dziecka nie chciałam mieć. Ale ogólnie to było moje marzenie. WŁASNE MIESZKANIE, NA KREDYT, TAKI NA 30 LAT. A ostatnio powiedziałam po prostu nie…
Dopiero jakiś czas temu dotarło do mnie, co ja chciałam sobie zrobić. Chciałam sobie odebrać życie! Chciałam siedzieć i liczyć ile jeszcze tego wkładu własnego musimy uzbierać, żeby dostać ten kredyt na 300 tysięcy, a potem oddać 600, bo odsetki wesoło poszybują w górę, kiedy nasze marzenia będą już na dnie.
Czuję się jakbym dostała czymś ciężkim w łeb i w końcu otrzeźwiała. Obudziła się z tego amoku i przestała iść tam, gdzie idzie reszta. Pomyślałam sobie, że przecież ja zawsze idę w drugą stronę, jak mogłam teraz myśleć inaczej…
Pomyślicie sobie, że jest na odwrót. Byłam normalna, a teraz mi coś odwaliło. Co za brak odpowiedzialności. Co za brak przyszłosciowego myślenia. A co będzie za 10 lat?
Szczerze? Mam to… wiecie gdzie.
Bo w życiu nie chodzi o to, żeby liczyć. Nie chodzi o to, żeby się dorabiać. Żeby się bogacić. Żeby zbierać, gromadzić, kolekcjonować, kompletować… rzeczy.
Tylko emocje, przeżycia, uczucia, wrażenia.
A jak pomyślałam, co chcę robić za dziesięć lat to pomyślałam, że chcę być w nowym miejscu i chłonąć je całą sobą. Doceniać jego estetykę i zakochiwać się we wszystkich jego detalach… A nie wybierać panele.

Przestałam widzieć z sens w zbieraniu kasy na ceglaną puszkę, której kupienie i utrzymanie będzie mnie kosztować całe moje życie. Nie chcę pracować z myślą, że będzie na kolejną ratę, tylko na kolejne spełnione marzenie. Chcę pracować i odkładać z myślą, że kupię za to moje nowe doświadczenia, marzenia, emocje. Wbrew pozorom ulotne momenty ulatują tylko w czasie. W nas zostają na zawsze.
A potem porozmawiałam o tym z mamą i odetchnęłam, bo nie dostałam reprymendy. Bo moja mama nie jest typową mamą i mówi „To Twoje życie, Ty decydujesz” i to bez tego niewygodnego zawodu w głosie.
Łapcie chwile, kolekcjonujcie wrażenia, nie bójcie się emocji i żyjcie, jako Wy sami, a nie jako trybiki w maszynie. Tu i teraz, to jest ważne.
Pozdrowienia i do następnego!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.