Pamiętasz ten czas, kiedy znalazłeś sobie swojego ulubionego człowieka i postanowiłeś, że będziecie ze sobą już na zawsze? Wszystko co robiłeś, było dla niego, każda chwila była poświęcona tej osobie, bo przecież ona zawsze musi pamiętać, że nikt inny na świecie nie jest lepszy od Ciebie? Również chciałeś być tą ulubioną osobą -idealną, najlepszą na świecie -więc robiłeś wszystko…i zagłaskałeś kotka na śmierć. 

Zazwyczaj schemat jest prosty -idziesz do szkoły, poznajesz swoją klasę. Na początku, wszyscy wydają się spoko. Każdy jest miły i pomocny, tak naprawdę nie poznał Cię po prostu jeszcze na tyle, by zachowywać się przy Tobie całkiem swobodnie, więc stroi głupie uśmieszki i próbuje być fajny. W 90% przypadków takie osoby stają się fałszywymi złamasami i ręczę za to własną głową. Magia autopsji, moi drodzy!
Idźmy dalej… wśród tych szczerzących się do Ciebie klonów nagle spostrzegasz kogoś innego, kogoś kto Cię po prostu oczarował, więc podchodzisz do niego. Właśnie myślisz, że wygrałeś, a przegrałeś! Ktoś chwycił Cię w swoje lepkie łapki, a Ty nawet nie uciekasz. Będziesz zaskoczony, co stanie się potem…

Jest super! Właśnie zyskałeś nowego przyjaciela! Chodzicie razem na wagary, na lody ,odrabiacie razem lekcje, macie wspólne sekrety, wspólnych wrogów, razem jecie, pijecie i rzygacie. No po prostu friendship goals! Rodzice zaczynają Was mylić, takie jesteście do siebie podobne! I czujesz się zajebiście, co nie?
No tak, bo masz siostrę o której zawsze marzyłaś. Masz osobę, która zawsze Cię wysłucha i wesprze. Kogoś, kto będzie opijał z Tobą Twoje sukcesy i poda Ci rękę, gdy zdarzy Ci się upaść. To cudowne, że kiedy potrzebujesz rozmowy, to odruchowo wybierasz imię tej osoby. Kiedy myślisz o przyjacielu, to wciąż jest ta sama osoba. Wtedy sobie myślisz, że właśnie dla takich rzeczy się żyje. Dla zatracenia się w kimś, ofiarowaniu komuś samego siebie i robienia wszystkiego z myślą o tej osobie. Robisz wszystko dla kogoś, wciąż myśląc, że jesteś wolny, bo przecież to przyjaźń, a nie związek. Nie musisz przecież nikomu się tłumaczyć z każdej decyzji i wychodzisz z kim chcesz, kiedy chcesz. Tak naprawdę to jest cała Twoja definicja wolności. Nie zdajesz sobie po prostu sprawy, że to nie ktoś Cię ogranicza, tylko Ty sam…

I nagle zostajesz sam. Co się stało? Jak do tego doszło? Przecież byłem ZAWSZE i robiłem pieprzone WSZYSTKO. Leciałem jak głupi na złamanie karku, gdy mojemu przyjacielowi było źle, pożyczałem kasę, błagałem rodziców o wspólny wyjazd, stawałem za nim murem nawet kiedy nie miał racji, skoczyłbym za nim w ogień… a to on skoczył i zostałem sam.
I wtedy dostajesz w twarz, w dupę i jeszcze kopa w żebra. Cierpisz, jakby ktoś Ci wyrwał kawał serca, które przestaje bić, kochać i ufać tak samo. Mianujesz się któregoś dnia zimnym skurwielem i nawet nie myślisz, tylko wiesz, że już zawsze zostaniesz sam…

 

 

MIEJ WYJEBANE, A BĘDZIE CI DANE!

 

 

Dość wulgarne powiedzonko, ale kryje się pod nim prawdziwa filozofia, która zaprowadziła mnie w miejsce, w którym jestem! Odkąd przestałam się przejmować relacjami z ludźmi i nieustannie szukać w sobie błędów ludzie zaczęli bardziej się mną interesować, pytać mnie o zdanie i chcieć spędzać ze mną czas. Kiedyś myślałam, że posiadanie przyjaciela to najważniejsza rzecz w moim życiu, a wcale tak nie jest. Owszem, mam osoby, które są ze mną od wielu lat i na które zawsze mogę liczyć, bardzo to doceniam, ale nie uważam tego za rzecz najważniejszą. Moje życie to nie inni ludzie, tylko ja sama, a oni mogą stworzyć do niego piękną oprawę.
Tu nie chodzi o to, że masz mieć w dupie wszystkich ludzi, ich zdanie czy los, a o to byś przestał się przejmować tym, czy komuś „pasujesz”.
Od jakiegoś czasu śledzę Instagrama Ani Sudoł (weganka podróżniczka, która zawsze pod zdjęciami dodaje coś od siebie, polecam) i pod jednym zdjęciem napisała fajną rzecz -że zazwyczaj gdy znajdujemy się wśród nowych osób, to zastanawiamy się „Czy oni mnie polubią?” a powinniśmy raczej pomyśleć „Czy ja ich polubię?”


We wszystkim trzeba zachować zdrowy rozsądek. Tak naprawdę między byciem przyjacielem, a niewolnikiem jest bardzo cienka granica i bardzo łatwo ją przekroczyć, gdy nie trafisz na odpowiednią osobę lub nauczony doświadczeniem, również nie zaczniesz czerpać garściami z tej znajomości. Niewolnicza przyjaźń najczęściej występuje u dzieci, bo tak naprawdę nowy przyjaciel staje się jedyną troską i główną atrakcją w życiu. Cała uwaga skupia się na nim i jego potrzebach. A potem, jak już się po latach podniesiesz po tej traumie myślisz sobie „A chuj z nim” i o to właśnie chodzi! Bo dociera do ciebie, że to był jakiś chory twór, a nie przyjaźń. Przyjaźń jest wtedy, kiedy lubisz spędzać z kimś czas, kiedy masz do kogo ponarzekać na swojego szefa, że Cię wywalił i kiedy Twój przyjaciel wali Ci prawdę między oczy, a nie głaszcze Cię po głowie, kiedy popełniasz błąd. Dla przyjaźni nie istnieją pojęcia takie jak czas czy odległość, bo w sercu masz zawsze właśnie tę osobę.
Któregoś dnia zdasz sobie sprawę, że potrafisz żyć bez swojego przyjaciela. Ale to dopiero wtedy, jak dorośniesz, pójdziesz do pracy, przygniotą Cię wszystkie Twoje obowiązki i wcale nie będziesz marzył o rozmowie i spotkaniu na mieście. Po prostu będziesz chciał iść spać!


Super jest mieć przyjaciela, ale jak nie masz, to też jest spoko. Ja nie mogę iść z przyjaciółką o dowolnej porze na miasto, bo fizycznie jest to niemożliwe, ale nie ma co płakać. Odkąd żyję filozofią „miej wyjebane” wystarczy mi, że gdzieś niedaleko mieszka jakiś znajomy, z którym mogę iść na piwo, na obiad po pracy, a mogę nawet naszą znajomość podtrzymywać wysyłając mu śmiesznego mema raz w miesiącu. Luźne znajomości zaczęły mi się podobać, kiedy moje życie przestało być luźne. A kiedy mam problem, albo chce się wygadać, to po prostu proponuje piwo albo wino (to problem, herbata tego nie załatwi) i rozmawiamy, wylewamy swoje gorzkie żale, bo przestałam się kierować tym, że jak mam problem, to idę z nim tylko i wyłącznie do przyjaciela. Wszyscy mają problemy, nie bójmy się o nich rozmawiać.
Teraz zastanów się czy relacja w której tkwisz jest zdrowa? Czy idziesz z kimś ramię w ramię czy raczej przy nodze, jak piesek? Jeżeli to drugie, to wbij mu po prostu zęby w łydkę!

 

 

 

W przenośni.

 

 

 

 

 

Chociaż podobno tylko wariaci są coś warci…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.